Tarnów i region - Informacja turystyczna / Atrakcje / TARNÓW / Ciekawostki / Tarnów z dreszczykiem

Tarnów z dreszczykiem

O mrocznym świecie prehistorii:

Spisana historia Tarnowa liczy ponad 800 lat. Jest to sporo czasu na dorobienie się własnych legend, podań a nawet oficjalnych informacji o rożnych nadnaturalnych zjawiskach w obrębie miejskich murów i okolic. Mimo to jednak, część z tych opowieści jest jeszcze starsza. I kto wie, czy to nie one są najstraszniejsze. Tak jak opowieść pierwszych, jeszcze przedludzkich mieszkańcach Tarnowa. Istoty te, żywiące się ludzkim mięsem miały być pozostałościami pradawnej rasy, która rządziła światem gdy ludzie nie znali jeszcze ognia ani koła. Czy od początku byli ludożercami czy też zdziczeli w obliczu upadku swojej cywilizacji tego nikt nie wie. Opowieści mówią tylko, że zamieszkiwali tajemne jaskinie wewnątrz góry św. Marcina. I na przestrzeni wieków, kiedy czasy były złe, a głód i wojna władały w okolicy opuszczali oni swoje siedziby. Opuszczali je aby wyjść na żer i zaspokoić swój głód, a ilość zaginięć wzrastała wtedy drastycznie…

Możliwe również, że z nimi łączy się jakoś legenda o zaginionym mieście, które zapadło się pod powierzchnie Marcinowskiej góry. Jak wyglądało i kto je zamieszkiwał? Czy byli to ludzie, ze swoimi topornymi budowlami z kamienia, cegły i drewna? A może był to relikt owej pradawnej rasy, pamiętający czasy jej rozkwitu i świetności? Tego nie wie nikt. Tak samo jak i powodu zapadnięcia się całości na wieki w fale oceanu ziemi. Czy była to katastrofa naturalna? A może starożytni bogowie byli rozgniewani na mieszańców za ich plugawe czyny i zgotowali im za karę taki sam los jak potężnej Atlantydzie? To już na zawsze pozostanie nierozwiązaną zagadką. Zapewne pozostanie…

 

Duchy, zjawy i demony
Biesy wszystkie z każdej strony:

Istniejące kroniki, artykuły i gazety nie raz i nie dwa informowały o dziwnych zjawiskach i nietypowych zdarzeniach. Cześć z nich została zapomina, inne natomiast przerodziły się w swoje własne legendy opowiadane wieczorami, w piwiarniach i zajazdach.

Duchy zmarłych szczególnie licznie nawiedzają Tarnów, zwłaszcza starszą jego część w okolicach rynku. W samym ratuszu jeszcze kilkadziesiąt lat temu zdarzało się słyszeć – nawet w biały dzień – w pustych pokojach i na schodach wiodących na wieżę pośpieszne kroki. Mimo, że nikogo w tych pokojach i na schodach nie było! Łączono te odgłosy z morderstwem dwóch strażaków jakiego dokonano w ratuszu lata wcześniej a którego motywy do dziś pozostają nieznane.

W jednej z kamienic przy placu Kazimierza Wielkiego również zdarzały się przypadki niewyjaśnionych dźwięków. Tym razem nie były to jednak tupoty butów i odgłosy kroków a coś o wiele gorszego: jęki, krzyki i westchnienia jakby umierających ludzi. Zjawiska te znawcy tematu łączą z okresem ruchawki chłopskiej Jakuba Szeli. Okaleczone ciała ofiar chłopstwa składno wtedy w tym budynku aby dokonali tam żywota. Ich nie pomszczone dusze miały z tego powodu nawiedzać ten budynek i okolice aby przypominać żywym o nie ukaranej zbrodni.

Swoistą zagadką jest natomiast nawiedzenie jakiego doświadczyło przed laty Tarnowskie Muzeum. Wszystko zaczęło się po powieszeniu w budynku portretu pięknej kobiety o przenikliwym spojrzeniu i w białej sukni. Jak tylko portret ten zawisł na ścianie muzeum zaczęły się w nim dziać dziwne rzeczy. Ponownie mieliśmy do czynienia z dziwnymi odgłosami – tajemniczymi trzaskami, dźwiękami przesuwania ciężkich przedmiotów, przesuwaniem się mebli oraz innymi jeszcze bardziej przerażającymi. Wszystko skończyło się gdy pewnego dnia obraz spadł ze ściany się roztrzaskał. I to jest właśnie źródłem zagadki – co tak naprawdę nawiedziło muzeum?

Najpopularniejsza wersja mówi, że była to słynna Biała Dama, czyli duch kobiety która zginęła tragiczną śmiercią w imię miłości lub taka która została bestialsko zamordowana. Oparto to jednak tylko na wyglądzie kobiety z portretu. Przeciwko tej interpretacji świadczy natomiast to, że ducha nigdy nie widziano. A Białe Dam właśnie częściej się pokazują niż ruszają przedmioty lub hałasują.

Działania ducha wskazują natomiast bardziej na klasyczne nawiedzenie, natomiast jego początek i koniec, związany z obrazem sugeruje klątwę lub nawiedzenie przedmiotu. Jedno i drugie wskazuje na obecność poltergeista.

Dziś się już nie dowiemy o jaką zjawę chodziło. Czy była to nietypowa Biała Dama, a może poltergeist który nawiedził obraz? A może to coś nowego, coś o czym mądre księgi i podania nie mówią, lub informacje nie zachowały się do naszych czasów? To już na zawsze pozostanie zagadką. Tak samo jak to, czy portret faktycznie spadł „przypadkiem” czy też ktoś rozumny sprawach duchów mu nie….pomógł.

Zdaniem niektórych nawet Domy Boże nie są wolne od nawiedzeń. Największy z nich w mieście, Katedra Tarnowska również ma swoje historie o duchach. Wiążą się one z katakumbami pod świątynią, w których przez wieki składano co bogatszych mieszkańców miasta na ich wieczysty spoczynek. Kiedy jednak parę dekad temu odkryto te katakumby ponownie, zaczynające się w katedrze pod literami D.O.M. W katedrze, w ciche, zimne noce da się słyszeć dochodzące z podziemi stuki i trzaski. Czy to wiekowe trumny obracają się w proch? A może niespokojne dusze błąkają się po tym wilgotnym, ciemnym miejscu próbując przedostać do światła?

Nie tylko wielkie i słynne budynki kryją jednak swoje mroczne tajemnice. Tak naprawdę, nawet częściej rzeczy niezwykle i tajemnicze dzieją się w prywatnych domach, wolnostojących budynkach. Takie jak domy naszych sąsiadów czy...nasze....

Jednym z takich budynków jest niepozorny dom jednorodzinny otoczony dużym ogrodem w zabytkowej części Mościc. W czasie Drugiej Wojny Światowej w 1943 roku Naziści zorganizowali w nim swój sztab. Mimo, że mąż Pani domu znajdował się wtedy w niemieckim obozie zagłady KL Auschwitz, a jej syn aktywnie działał w oddziałach Partyzanckich Naziści do samej kobiety odnosili się z szacunkiem. Nie zamienili również domu w chlew nie dokonywali tam bezeceństw ani zbrodni. Świadkowie mówili, że Naziści zachowywali się zupełnie, jakby się czegoś bali. Ale czego mogli się dziać w domu samotnej kobiety?

Być może jednak coś niewidzialnego, niematerialnego i... nadnaturalnego otaczało ten dom i jego mieszkankę swoją opieką. Szczególnie sugeruje to tajemnicze zdarzenie już z końca niemieckiej okupacji. Wtedy to na te tereny został przeprowadzony nalot bombowy. Mieszkańcy ulicy wspominali, że wyraźnie słyszeli wizg spadającej bomby, kierującej się na sam budynek lub jego najbliższa okolicę. Dokładnie słyszeli w tym wizgu szyderczy śmiech śmierci, zapowiedź nadchodzącej zagłady.

I wtedy nagle wszystko ucichło. Nie było wizgu bomby, nie było warkotu silników samolotów. Gdy odważyli się po chwili wyjrzeli na zewnątrz niebo było czyste. Żadnych bomb, samolotów....nawet jednej chmurki na nieboskłonie...

 

Czy wiemy co dziś kryje się w mroku?:

To wszystko jednak historie sprzed wieków lub dekad. Czy dziś zdążają się jeszcze takie rzeczy? A może należy to już tylko do zamierzchłej (mnie lub bardziej) przeszłości? Cóż...liczne przykłady wskazują jednak, że bliższa rzeczywistości jest pierwsza opcja.

W celu zdobycia dokładniejszych informacji na potrzeby tego artykułu nawiązałem kontakt z pewnym tarnowskim fotografem, który prosi o zachowanie anonimowości. Opowiedział mi on kilka historii, do których sam się dogrzebał, bądź które sam przeżył.

Pierwsza z nich wydarzyła się we wspomnianym już niepozornym budynku z dużym ogrodem w zabytkowej części Mościc. Z nieznanych, niezrozumiałych powodów w pewne dni, na klatce schodowej tego domu przy zapaleniu światła, wybuchały żarówki a niektórzy w jasnym rozbłysku jaki temu towarzyszył dostrzegali zarys jakiejś ciemnej postaci. Jakby cień, czasem wyraźniejszy, czasem tylko zarys. Koty, spokojne w innych częściach domu na klatce schodowej stawały się całkowicie przerażone i w najbardziej karkołomnych sposobach próbowały uciekać bądź przedostać się na inne piętro z uniknięciem samych schodów.

Z czasem stało się to na tyle uciążliwe, że mieszkańcy zwrócili się o pomoc do egzorcystów, ci jednak nie zdołali nic wskórać w tym konkretnym przypadku. Na szczęście nim zdążyło dojść do jakiejś tragedii rodzinie udało się dotrzeć do świeckiego specjalisty który zaoferował alternatywna metodę poradzenia sobie z jak to określił – zagubionymi duchami. Metoda okazała się skuteczna i rewelacje się uspokoiły.

Jak się później okazało, po wyzwoleniu w tym budynku Armia Czerwona urządziła szpital polowy dla swoich żołnierzy. Siedmiu z nich zmarło w nim nagle, gdy opili się alkoholu metylowego. Niektórzy są przekonani, że to właśnie duchy tej siódemki nie rozumiały, że umarły i błąkały się po miejscu swojej śmierci próbując porozumieć się z żywymi...

Następna historia dotyczy innego budynku, niedaleko nieistniejącego już dzisiaj Technikum Mechanizacji Rolnictwa w Zbylitowskiej Górze. Na znajdującym się niedaleko osiedlu domków jednorodzinnych również zadomowił się niedawno niespokojny duch. Jego działania były o wiele bardziej dramatyczne, niż wcześniejszych, bowiem zamiast koncentrować się na przedmiotach czy wydawaniu dźwięków jego celem byli ludzie. Konkretnie na ofiarę obrał sobie młodą dziewczynę. Duch nawiedzał ją w snach, zachęcał do przejścia na drugą stronę i podążenia za sobą do krainy zmarłych. Z początku zwalano to na dramatyczne przeżycie związane z niedawna śmiercią matki kobiety. Wszystko się jednak zmieniło, gdy pewnej nocy, po takim śnie kobieta obudziła się, z prześcieradłem nieomal kompletnie zadzierzgniętym na szyi. Sprawę zakończył dopiero oczyszczający i ochronny rytuał odprawiony przez kilkoro zaprzyjaźnionych z nią okultystów. Od tamtego czasu w tym domu panuje już spokój, a kobieta wiedzie spokojne, życie u boku męża. Czy jednak duch został odegnany do lepszego ze światów, czy tylko zamknięto mu dostęp do tamtego, konkretnego domu? Jeśli to drugie, to możliwe, że ta niespokojna dusza błąka się nadal po okolicy i całym Tarnowie. Błąka, szukając dla siebie nowego...miejsca.

Nie tylko duchy nawiedzają nasze miasto od czasu do czasu. Również wampiry nie są w Tarnowie niespotykanym widokiem. Nie mówimy oczywiście o nienawidzącym czosnku rumuńskim hrabim w długiej pelerynie poszukującym dziewic po nocy. Współcześnie mianem wampirów określa się raczej osoby wysysające z innych siły życiowe bardziej psychicznie – tak zwanych wampirach energetycznych. Jest to stosunkowo młode pojęcie, używane przez niektórych psychologów i psychiatrów do określania ludzi świadomie, lub nie świadomie wsysające z innych energię. Bywa bowiem tak, że po spotkaniu z kimś czujemy się niezwykle zmęczeni bez wyraźnej przyczyny. Możliwe, ze ta osoba jest wiec takim wampirem.

W każdym razie, wracając do tematu parę lat temu trio takich wampirów „nawiedziło” jeden z tarnowskich klubów. Dość szybko upatrzyli sobie kilka ofiar i zaczęli wokół nich krążyć. Podobno sprawa skończyła się na podwójnym samobójstwie i dwóch kolejnych próbach.

Niektórzy znawcy tematu twierdzą, że tamta trójka była czymś więcej niż tylko wampirami energetycznymi. Słowo opętanie również kilkakrotnie zostało w tej kwestii wypowiedziane.

Cała sprawa trwała parę tygodni, do czasu gdy złowieszcze trio skupiło swoją uwagę na kimś z kim nie powinni zadzierać. Ów tajemniczy osobnik wiedział, jak sobie poradzić z takimi...osobami. Niebawem po konfrontacji z nim cala trójka opuściła nasze miasto. Czyżby więc Tarnów miał nie tylko wampiry, ale też swojego Van Helsinga?

 

Słowem zakończenia:

W powyższym tekście przybliżono jedynie część z tarnowskich opowieści i podań o nadprzyrodzonych istotach. Opowieści tych jest jednak więcej. Dużo więcej. Jest historia brutalnych krwawych ofiar na Ostrym Kamieniu. Jest opowieść o niezwykłym, opuszczonym domu w Łysej Górze, gdzie prawie nic się nie zmieniło przez dekady a osoby niezwykle otwarte odczuwają dziwne rewelacje. Jest takich opowieści wiele więcej. Niektóre tylko ciekawe. Inne wręcz straszne. I wszystkie czekające na odkrycie.

Do Was należy wybór, czy uznacie je za prawdziwe, czy za jedynie podszyte strachem i ignorancja zbiegi okoliczności lub w ogóle wymysły słabych umysłów. Niezależnie jednak czy chcecie zobaczyć okolice miejsc nawiedzonych, czy jedynie takich co ludziom zdawało się, że coś widzieli...zapraszamy Was serdecznie.

Jeśli nie boicie się ciemności...

 

Autorem tekstu jest Grzegorz Skowyra
w oparciu o:
Tarnów i jego okolice w legendach Oprac. Renata Iwaniec. Tarnów 2000